bébé concept blog

Moje pielęgnacyjne MUST HAVE

MOJE PIELĘGNACYJNE MUST HAVE

Zamierzałam napisać ten post już od kilku tygodni, ale postanowiłam dać sobie trochę czasu na przetestowanie nowości kosmetycznych z naszego asortymentu dla kobiet, żeby jak najszczerzej móc przedstawić moje pielęgnacyjne must have. 

Moja pielęgnacja opiera się tylko i wyłącznie na kosmetykach naturalnych, NIE testowanych na zwierzętach. Od razu podkreślę, że oczywiście każda cera jest inna, ma inne wymagania i należy dobrać produkty odpowiednie dla siebie. Ja mam bardzo wymagającą cerę mieszaną z dużymi skłonnościami do miejscowych niedoskonałości (szczególnie nasilającymi się wraz z cyklem), a jednocześnie suchą. 

Oto lista produktów, które królują w mojej łazience :

TWARZ

1. Peeling/maska na bazie pyłu wulkanicznego i miodu Sea Silk RAAW by Trice

Kosmetyki tej marki to zdecydowanie moi ulubieńcy. Jestem im wierna od wielu miesięcy i uważam, że są godne polecenia każdemu. Sea Silk stosuję dwa razy w tygodniu - raz jako maskę, a raz jako bardzo intensywny peeling. Efekty są naprawdę spektakularne, a twarz wygląda jak po zabiegu w najlepszym spa :) kosmetyk jest bardzo wydajny, cera po użyciu jest oczyszczona, sprężysta i świetnie nawilżona, oraz przygotowana na dalsze elementy pielęgnacji.

2. Czarny olejek do mycia twarzy na bazie aktywnego węgla Black Moon Drops RAAW by Trice

Tym olejkiem myję twarz codziennie wieczorem. Świetnie radzi sobie z makijażem i bardzo przyjemnie odświeża twarz, jednocześnie pozostawiając ją nawilżoną bez uczucia "ściągnięcia skóry". Nie pozostawia tłustej warstwy i przepięknie pachnie. 

Osobom, które nie lubią tego typu olejowych kosmetyków do oczyszczania mogę szczerze polecić botaniczny proszek do mycia twarzy Dagger Rose Guy Morgan w pięknym szklanym słoju. W zetknięciu z wodą zamienia się w pachnącą pianę. Nie podrażnia wrażliwej skóry. 

3. Mgiełki do twarzy. To dla mnie bardzo ważny element każdej pielęgnacyjnej rutyny. Spryskanie twarzy mgiełką jest przyjemne, relaksujące i jest podstawą kolejnych kroków, ponieważ zatrzymuje wilgoć w skórze i pozwala na lepsze wchłanianie pozostałych kosmetyków - szczególnie olejków. 

Używam dwóch mgiełek: rano po przemyciu twarzy zimną wodą spryskuję się naturalną kwiatową mgiełką French Girl.

4. Krem pod oczy z algami Laminaria RAAW by Trice

Nie ukrywam, że do niedawna krem pod oczy nie figurował w mojej kolekcji kosmetyków. Uważałam to za zbędną fanaberię i stratę czasu. Teraz całkowicie zmieniłam zdanie. Skóra wokół moich oczu jest coraz bardziej sucha i opuchnięta, dlatego postanowiłam poświęcić jej dodatkową minutę przed snem. 

Podczas spotkania z twórczynią marki RAAW, którą miałam przyjemność poznać na targach w Kopenhadze, dostałam w prezencie ten krem na testy. Od razu skradł moje serce! Jego konsystencja, zapach, opakowanie i wspaniałe uczucie od razu po użyciu są uzależniające! Teraz nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez niego! Świetnie nawilża, nie podrażnia (mam bardzo wrażliwe oczy), napina skórę, redukuje cienie. Jest fantastyczny i bardzo bardzo wydajny (jak wszystkie kosmetyki tej marki :)).

5. Niebieski olejek Blue Beauty Drops RAAW by Trice

MÓJ ABSOLUTNY MUST HAVE! Jest to kosmetyk, który kocham i nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez niego. Jak tylko kończy mi się flakon sięgam po następny (mniej więcej co 3-4 miesiące). Używam go codziennie rano i wieczorem na zakończenie każdego pielęgnacyjnego rytuału. Ten zapach, konsystencja i działanie są jedyne w swoim rodzaju. Dla mnie jest to kosmetyk idealny!

Często spotykam się z opiniami typu "olejki nie są dla mnie, zapychają mi pory" - sama byłam jedną z takich osób. Każdy olejek, jaki stosowałam, finalnie pogarszał kondycję mojej cery. Blue Beauty Drops jest pod tym względem naprawdę niezwykłe! Nie jestem kosmetologiem, dlatego nie powiem Wam w czym tkwi tajemnica tego produktu, ale mogę powiedzieć, że po użyciu skóra jest nawilżona, jędrna, rozświetlona, nigdy nie gromadzi się nadmiar sebum, nigdy nie jest przetłuszczona i nie widać rozszerzonych porów. I ten zapach... uwielbiam! 

6. Punktowy olejek na wypryski Clear Skin Oil French Girl

Niestety czasami zmagam się z pojedynczymi wypryskami, które są wynikiem zmian hormonalnych, na które reaguje moja skóra. Dodatkowo często jestem przepracowana, zmęczona, kiepsko się odżywiam w pośpiechu, mam dużą styczność z zanieczyszczeniami np. podczas codziennego wypakowywania dostaw z kartonów (kartony nasączone są chemikaliami plus są pokryte brudem z sortowni, samochodów kurierskich itp). 

Mimo usilnych starań nie zawsze jestem w stanie zadbać o siebie na tyle, żeby uciec przed tego typu niedoskonałościami. W takich sytuacjach ratuje mnie punktowy naturalny olejek marki French Girl. Jest naprawdę świetny! Po użyciu wieczorem, rano wypryski są zasuszone i znacznie mniej widoczne. Znikają w oka mgnieniu, nie pozostawiając blizn. Olejek jest bardzo wydajny - ja mój flakonik mam od jakiś 2 miesięcy i nadal jest go ponad połowa (mimo, że używam codziennie).

7. Pomadka Le Lip Tint "Claire" French Girl

Jestem miłośniczką nawilżania ust. Bez pomadki pod ręką wpadam w panikę ;) Mam je chyba w każdej torebce i w każdym pomieszczeniu w domu!

Pomadka Claire ma idealny zapach, bardzo dobrze nawilża, i ma super kształt - bardzo wygodnie się ją nakłada. Pozostawia przyjemną warstwę z mini drobinkami, a jednocześnie się nie lepi i nie skleja ust. 

8. Odżywczy krem do skóry wrażliwej Flower of The 5 Wounds Guy Morgan

Ten krem to moje koło ratunkowe raz na kilka dni, kiedy moja skóra jest miejscami wyjątkowo przesuszona (nie tylko na twarzy) i potrzebuję dodatkowego nawilżenia. Oprócz tego korzysta z niego na codzień mój mąż i dzieci :) 

Tadzik i Wandi mają skórę atopową i często pojawiają się u nich przesuszenia także na buzi - Flower od The 5 Wounds radzi sobie z nimi bezbłędnie!

Kremy Guy Morgan mają niezwykłą konsystencję. Są miękkie jak chmurka i bezpieczne dla każdego. 

CIAŁO

1. Żel do mycia to wbrew pozorom bardzo ważny kosmetyk w mojej kolekcji. Gdy biorę prysznic to jest dla mnie czas na zebranie myśli i wyciszenie się, a jednocześnie mam zazwyczaj małą publiczność w łazience dopingującą mnie, żebym jak najszybciej skończyła i zajęła się zabawą autami, zrobieniem kanapki, zmianą pieluchy, wzięciem na rączki itp ;) Każda mama wie o czym mówię. Dlatego np. zapach żelu, jego konsystencja i opakowanie są dla mnie bardzo istotne. Zapewne wiele osób nie przywiązuje wagi do takich detali, ale dla mnie jest to bardzo ważne, ponieważ mimo pośpiechu mam kilka sekund super przyjemności tylko dla siebie i wtedy każdy szczegół gra wielką rolę i daje mi namiastkę luksusu. 

Tutaj nie za bardzo wiem co wymienić... Prawda jest taka, że używam kilku kosmetyków na przemian, w zależności od nastroju. Od miesięcy jestem wierna delikatnie złuszczającemu Ocean Botanical Wash RAAW, który pięknie pachnie (jak w spa) i ma super konsystencję z mikro ziarenkami, które fajnie wygładzają skórę i tego kosmetyku używam chyba najczęściej. Oprócz tego regularnie podbieram moim dzieciom ich żel 3w1 Wiley Baby, który ma fantastyczny pobudzający zapach i fajnie nawilża - przydaje mi się np jak golę nogi lub mam ochotę na kąpiel z pianą, albo po prostu raz na kilka dni znudzi mi się mój żel i potrzebuję odmiany :) 

Oprócz tego przywiozłam z Kopenhagi żel pod prysznic Frama w pięknym szklanym flakonie - trochę z myślą o moim mężu (ma przyjemny unisexowy zapach), a trochę na testy. Jest to kolejny kosmetyk, którego używam raz na kilka dni pod prysznicem i szczerze mogę polecić np. osobom, które nie szukają produktu złuszczającego. 

2. Naturalny dezodorant Salt & Stone

To jak ważne jest wybieranie naturalnych kosmetyków do codziennej pielęgnacji ciała wie chyba każdy. Jednak jeśli chodzi o takie okolice jak pachy, które często podrażniamy goleniem, plus znajdują się w nich węzły chłonne itd, powinnyśmy dbać szczególnie rozważnie. 

Ja zaczęłam przywiązywać dużą uwagę do dezodorantu od kiedy karmiłam piersią moje dzieci. Miałam wrażenie, że kosmetyk którego używam w rejonie tak bliskim do piersi, w których powstaje pokarm dla mojego dziecka, nie może być sztuczny i w żadnym stopniu szkodliwy. Intuicja podpowiadała mi, że wszystko co przenika do mojego organizmu powinno być jak najbardziej naturalne.

Teraz co prawda nie karmię już piersią, ale trzymam się stałych nawyków i od kilku miesięcy używam dezodorantów Salt & Stone i bardzo je lubię. Mają piękny zapach, bardzo dobrze nawilżają skórę, chronią przed nadmiernym poceniem i są naprawdę wydajne (jedno opakowanie zużywamy we dwójkę z mężem w ponad miesiąc).

3. Peeling Solny do ciała Sea Polish Jasmin French Girl

Przynajmniej raz w tygodniu staram się na wygospodarowanie tych dodatkowych kilku minut pod prysznicem i porządne wypeelingowanie ciała. Taki zabieg w widocznym stopniu poprawia wygląd mojej skóry i sprawia, że od razu czuję się dużo lepiej w moim ciele.

Używam scrubu solnego French Girl o zapachu jaśminowym (który uwielbiam). Jest naprawdę świetny! Kosmetyk zapakowany jest w spory szklany słój. Po użyciu zostawia tłusty film na skórze, który zatrzymuje wilgoć nawet po wytarciu się ręcznikiem. 

4. Ciało nawilżam dwoma kosmetykami - na codzień wybieram balsam z algami Ocean Botanical Creme RAAW, który ma najcudowniejszą konsystencję delikatnego musu. Szybko się wchłania i w przeciwieństwie do większości balsamów NAPRAWDĘ odżywia skórę (a nie tylko zostawia powłokę imitującą nawilżenie). Kocham jego zapach! 

5. Olejek do pielęgnacji piersi Boobs Essential

Ten kosmetyk zajmuje w mojej łazience wyjątkowe miejsce. Kiedyś byłam zdecydowanie bardziej beztroska jeśli chodzi o moje zdrowie, ale od kiedy mam dzieci zaczęłam zwracać dużo większą uwagę na moje bezpieczeństwo i kondycję. Regularnie chodzę na USG piersi, cytologię itp. Dodatkowo kilka razy w tygodniu przeznaczam parę minut na samokontrolę piersi, w czym bardzo pomaga mi ten olejek. 

Pomijając to, że jest pakowany w przepiękny flakon z subtelnym wizerunkiem nagiej kobiety (co samo w sobie jest dobrą przypominajką, żeby się zbadać), to dodatkowo naprawdę cudownie pachnie i pielęgnuje skórę piersi i dekoltu. Taki masaż jest przyjemny, zapach odstresowuje, skóra jest odżywiona i ujędrniona, a przede wszystkim mam poczucie, że w znaczący sposób wspieram swoje zdrowie. 

To chyba tyle :) 

Oprócz tego wszystkiego nie może zabraknąć u mnie świec, które rozpalam zawsze wieczorem po uśpieniu dzieci i pomagają mi się odprężyć.

Jeśli ten artykuł pomoże Wam w wyborze odpowiednich kosmetyków dostosowanych do Waszych potrzeb to bardzo się cieszę. Jednak przede wszystkim mam nadzieję, że mój wpis zainspiruje Was do pamiętania o sobie i podkreśli jakie to ważne żeby, mimo zmęczenia i braku czasu, zawsze dbać o siebie. Te kilka minut rano i wieczorem to chwila na relaks i przygotowanie się do następnego dnia pełnego nowych wyzwań. 

Marta


 

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj